platforma blogowa portalu głos koszaliński

Refleksje o pewnym zdjęciu

Koszalin, lata 60. Na pierwszym planie widać ówczesną ulicę Hibnera (a dziś Batalionów Chłopskich), w tle dostrzec można budowę szkoły – która przez lata była Szkołą Podstawową nr 8, a teraz nosi miano Zespołu Szkół nr 3 – oraz bloki, które też w budowane. Takie zdjęcie zrobił, któregoś zimowego dnia przed kilkudziesięciu laty, pan Wacław Dukszto. Niby prosta fotografia zwykłego fragmentu zwykłego miasta, ale ma ona w sobie coś, co urzeka i przykuwa uwagę. Co takiego? Niezwykły rodzaj spokoju, nostalgii, a nawet pewnego rodzaju smutku.

Fotka - hibnera

Czytaj dalej…

Przystanek: niepodległość

Niepodległość to jedno z piękniejszych polskich słów, które znam. W Polsce ma znaczenie szczególne, bo kilka razy ją traciliśmy i kilka pokoleń Polaków musiało się wykrwawiać, aby nasz kraj był znowu wolny. Dziś świętujemy luksus jakim jest wolność wspominając moment, gdy po 123 latach niewoli Polska wróciła na mapę Europy. Może się wydawać, że to tak odległa przeszłość, a wolność to dziś rzecz normalna i powszednia. Otóż nie do końca.

flaga_pol

Czytaj dalej…

Jak zbudowano dach amfiteatru

Dach w budowie (fot. Jan Filipkowski)

Dach w budowie (fot. Jan Filipkowski)

Dla mnie koszaliński amfiteatr – podobnie jak „Płonące ptaki” Władysława Hasiora – jest od zawsze. I podobnie jak konstrukcja Hasiora amfiteatr jest symbolem naszego miasta. Niektórzy twierdzą, że jest on zbyt duży jak na potrzeby Koszalina i najczęściej stoi niewykorzystany. Inni ripostują, że to tylko dzięki jego istnieniu koszalinianie mogą u siebie zobaczyć profesjonalne przedstawienia operowe i koncerty na wielką skalę. Wszyscy się jednak, chyba zgodzimy się co do jednego: tak niezwykłego dachu, który przykrywa amfiteatr, może nam pozazdrościć wiele miast. Jest inny, nietypowy i powstał tak, jak w amerykańskich filmach: w czasie, którego było za mało i w okolicznościach, które były na wskroś wyjątkowe.

 

 

Czytaj dalej…

Clausius – nareszcie!

  W jednym z moich wcześniejszych wpisów przybliżyłem postać Rudolfa Clausiusa, wielkiego fizyka urodzonego w 1822 roku Koszalinie. Był to wpis dość gorzki, bo ledwie kilkudziesięciometrowa, boczna uliczka jego imienia – która dziś istnieje w jego rodzinnym mieście – to było dla mnie o wiele za mało. Za mało, aby móc powiedzieć, że Koszalin we właściwy sposób upamiętnił tego jednego z największych naukowców w dziejach i umiejętnie wykorzystuje miejsce jego urodzenia do szerokiego rozreklamowania tego faktu. Na szczęście  to się zmieni. Już wkrótce, dzięki Politechnice Koszalińskiej,  przy jednym z jej budynków powstanie wyjątkowa i oryginalna konstrukcja, jakiej w Koszalinie jeszcze nie było:  23-metrowa wieża ze słynnym wahadłem Foucaulta w środku. Wieża imienia Rudolfa Clausiusa.  

Wieża imienia Rudolfa Clausiusa z wahadłem w środku - na razie jako komputerowa wizualizacja (Fot. Politechnika Koszalińska)

Wieża imienia Rudolfa Clausiusa z wahadłem w środku - na razie jako komputerowa wizualizacja (Fot. Politechnika Koszalińska)

 

 

Czytaj dalej…

Jamno zdobyte

Koszałek, wodny tramwaj przez jezioro Jamno, popłynął i regularnie kursuje już kilka ładnych dni. Pewnie mało kto z jego współczesnych pasażerów wie, że mniej więcej w tym samych miejscach – gdzie dziś po obu stronach jeziora są koszałkowe przystanie – przed wiekami funkcjonowały stacje przeładunkowe wchodzące w skład koszalińskiego portu morskiego. Czy obecne uruchomienie przeprawy przez Jamno to zapowiedź odbudowy podobnego portu w przyszłości? Pewnie nie. Ale i tak będzie ciekawie. Czytaj dalej…

Dumne ptaki Hasiora

 Dzisiaj, 14 lipca, mija dziesiąta rocznica śmierci Władysława Hasiora. Ten pochodzący z gór artysta była w takim samym stopniu znany, co kontrowersyjny. Jego sztuka jednych zachwycała, innych drażniła. I tak się składa, że jeden z jego największych projektów – dumne Ptaki, które potrafią zapłonąć – od trzydziestu lat stoi w Koszalinie. I w naszą, koszalińską, rzeczywistość wtopiły się one tak bardzo, że trudno sobie dziś wyobrazić nasze miasto bez tej właśnie instalacji. Przynajmniej ja tego nie potrafię.

 Władysław Hasior tworzy "Płonące Ptaki" (fot. Zdzisław Pacholski)

Władysław Hasior tworzy “Płonące Ptaki” (fot. Zdzisław Pacholski)

  Czytaj dalej…

Lothar z ulicy Dworcowej

  

 Zacni komentatorzy moich blogowych wpisów zwrócili mi uwagę, że Leslie Brent wydał właśnie swoją książkę, w której między innymi pisze o Koszalinie. Kim jest Leslie Brent i dlaczego zawraca sobie głowę miastem nad Dzierżęcinką? Otóż jest światowej sławy brytyjskim naukowcem, który otarł się o nagrodę Nobla. A z Koszalinem wiąże go to, że tu się urodził, w 1925 roku, jako Lothar Baruch, syn żydowskiego kupca. Jego losy stanowią niezwykły symbol skomplikowanych losów tego miasta. Mały Lothar dorastał w niemieckim Koszalinie jako żydowski chłopiec, a  kilkadziesiąt lat później  wrócił do polskiego Koszalina jako londyńczyk. W międzyczasie wojna zabrała mu to, co najcenniejsze – rodzinę.

 

Leslie Brent (fot. Zdzisław Pacholski)

Leslie Brent (fot. Zdzisław Pacholski)

 

 

Czytaj dalej…

Niejeden Koszalin

Jeden z mieszkańców Koszalina ofiarował mi kilka fotograficznych porównań. Są piękne, a przede wszystkim wyjątkowe. Składają się z dwóch zdjęć konkretnych miejsc, z czego jedno zostało zrobione współcześnie, a drugie dawno: dwadzieścia, pięćdziesiąt i więcej lat temu. Pomysł na ich wykonanie był tak samo prosty, co genialny. Zwykłym zestawieniem ze sobą dwóch fotografii udało się osiągnąć niezwykły efekt: demonstrację tego, że nigdy nie było jednego Koszalina, że było ich dziesiątki, jeżeli nie setki.

nbp11

Ulica Zwycięstwa w latach 30 i współcześnie.

 

                Czytaj dalej…

Dzwony na armaty

Dziś w koszalińskiej katedrze zawieszone są cztery dzwony, ale żaden z nich nie należy do starych, przedwojennych dzwonów. Z tamtych większość została zniszczona. Przetrwał tylko jeden, najmniejszy, i teraz dzwoni on w dalekim Oldenburgu. Reszta została przetopiona na działa podczas obu wojen. Pierwsze trzy w trakcie pierwszej wojny światowej, kolejne trzy – które w katedralnej dzwonnicy zawisły w 1922 roku (dwa z nich widać na zdjęciu) – w latach drugiej wojny światowej.

Dzwony z katedry na koszalińskim Rynku (fot. Archiwum Muzeum w Koszalinie)

Dzwony z katedry na koszalińskim Rynku (fot. Archiwum Muzeum w Koszalinie)

 

Czytaj dalej…

Święto 1 Maja? Do likwidacji!

1 Maja to dziwne święto. Chyba jedyne, które zostało osierocone i dziś tak tkwi (dla niektórych jak zadra w oku) bez oficjalnej przyczyny. Nie jest już świętem ludu pracującego, a jego znak firmowy – czyli pochody ulicami miast – dawno już mu odebrano. Nie przyjęła się też inicjatywa Kościoła katolickiego, aby 1 Maja przerobić na święto religijne ku czci świętego Józefa Rzemieślnika, patrona ludzi pracy.

Czytaj dalej…