platforma blogowa portalu głos koszaliński

Indiana Jones i nartki z poręczy

Jedna z moich znajomych – której dawno nie widziałem – uświadomiła mi,  że w najbliższy poniedziałek zaczynają się szkolne ferie. Wspólnie zaczęliśmy też wspominać czasy, gdy to my mieliśmy ferie i nagle mnie olśniło: my, trzydziestokilkulatkowie, mamy swój kod wspomnień, który jest specyficzny jak czasy, na które przypadło nasze dzieciństwo. Buty “Relaksy”, przegląd bajek w TV z “Piękną Pulcheryją i szpetną bestyją” na czele, premiera “Poszukiwaczy zaginionej Arki” w śnieżne ferie roku 1983. Ale najbardziej z tamtego czasu w pamięć wbiło mi się jedno: małe nartki wycinane z poręczy, którymi śmigaliśmy po “Hasiorze”!

 Kto pamięta siostry Tlałki?

Pierwsza połowa lat 80 to był szary świat naznaczony stanem wojennym, w którym sklepy świeciły pustkami.  A zimy były wtedy naprawdę śnieżne. W telewizji narciarskie sukcesy odnosiły siostry Tlałki i byle sanki już nam nie wystarczały. Ktoś więc wpadł na genialny w swej prostocie pomysł, aby z poręczy w spółdzielczych blokach wycinać kawałki plastikowych osłon (oczywiście na miarę zimowych butów, które się nosiło). Potem trzeba było tylko je pięknie wygiąć w gorącej wodzie i wystawić na balkon w mroźną noc. A rano idealnie uformowane nartki były już gotowe! Powiem jedno: na śniegu spisywały się fenomenalnie i w krótkim czasie tacy właśnie “narciarze” zdominowali wzniesienie z pomnikiem Hasiora. Organizowaliśmy nawet zawody slalomu, pomiedzy wbitymi w śnieg gałęziami.  Trudno uwierzyć? Ale tak właśnie było.       

Pulcheryja i radzieckie żołnierki  

Buty “Relaksy” to było marzenie. Były wielkie, grube i szczęśliwy był ten, kto je miał. Bo wówczas najbardziej popularne rzeczy w większym stopniu się zdobywalo niż kupowało.  W któreś z tamtych ferii rodzicom ta sztuka się udała i mogłem przejść się przez cały Koszalin we własnych “Relaksach”! Były niewygodne jak jasna cholera, ale spojrzenia pełne zazdrości rekompensowały mi wszystko.  Były też takie ferie, przez które – dzień w dzień -leciały w telewizji (a ta rozpoczynała nadawnie po godzinie 16!) przedstawienia teatrów kukiełkowych. I co ciekawe wszyscy, których znam – a którzy też mieli ferie w tym czasie – pamiętają jedną bajkę. Właśnie tę o “Pięknej Pulcheryi i szpetnej bestyi”. Trudno to wytłumaczyć, ale tak właśnie się dzieje, że coś trafia do pamięci całego pokolenia i już. Założę się też, że większość z nas zapamiętała pewien radziecki film wojenny, w którym oddział kobiet-żołnierek walczy z niemieckimi spadochroniarzami. Przez całe lata próbowalem sobie przypomnieć, jak ten obraz się nazywał, ale bez powodzenia. Śniła mi się tylko jedna scena, gdy któraś z kobiet tonie w bagnie. Dziś już wiem, jaki to był film – “Tak tu cicho o zmierzchu”.  

Indiana Jonas strzela ze śrub

I jeszcze słówko o feriach roku 1983.  Było zimno i jakoś tak szczególnie szaro i smutno. Kumpel wyciągnął mnie do ”Adrii” i zanim dostaliśmy się do środka odstaliśmy swoje w gigantycznej kolejce.  Dwie godziny później wyszedłem z kina oniemiały i porażony. Jako dwunastolatek po raz pierwszy w życiu się zakochałem.  W  świecie, który zobaczyłem na ekranie i w tym świecie, który takie filmy potrafił zrobić. Potem, przez kilkanaście dni z rzędu, chodziłem na “Poszukiwawczy zaginionej arki” i uwielbiałem ten moment, gdy miałem już bilet w ręku, ale jeszcze było dość czasu, aby pokręcić się po mieście. Wtedy chodziłem po ulicach i z wyższością patrzyłem na ludzi, którzy do kina nie pójdą. Wówczas liczył się tylko ten film i cała reszta przestała mieć znaczenie. W tym także popularne strzelanie ze śrub, gdy podrzucało się do góry nakrętkę wypełnioną siarką z draski, połączoną dwiema śrubami (kto je pamięta?). Gdy te waliły o ziemię huk wystrzału było słyszeć na kilku ulicach. To były najpiękniejsze ferie w moim życiu.      

Taki jest nasz kod

 Dlaczego dziś o tym wszystkim piszę? Bo brakuje mi tamtych czasów. Wiem, że była komuna, wojskowa dyktatura i żyło się naprawdę ciężko. Część ludzi wiązała ledwo koniec z końcem, inni siedzieli po więzieniach za to, że chcieli mówić co myślą. Nie chciałbym też za nic, aby czasy te wórciły. Ale to właśnie na nie przypadło moje dzieciństwo i nic na to nie poradzę, że część mnie - a także wielu moich koleżanek i kolegów - pozostała tam na zawsze. To nasz kod pokoleniowy, którego chyba obecne dzieciaki mieć nie będą. Teraz jest zbyt duża różnorodność wszystkiego, aby za kilkanaście lat wszyscy pamiętali to samo. Tą samą bajkę lub tą samą zabawę. Tak jak my naszą Pulcheryję i nartki z poręczy.           

Komentarze (8) do “Indiana Jones i nartki z poręczy”

  1. Maryjano napisał(a):

    A ja nartek nie miałem, bo poręcze w moim bloku zostały ogołocone z tych plastikowych “ochraniaczy” już wcześniej przez innych kolegów :-/

    i pamiętam z telewizji “Czekamy na filmy na małych i dużych ekranach”… jakoś tak szła ta piosenka, a po niej leciały bajki w stylu Bolek i Lolek…

    Cudne czasy…

  2. Piotr Polechoński napisał(a):

    To pewnie my z kumplami wpadliśmy do bloku wcześniej…:-)))…A co piosenki to faktycznie, też ją pamiętam. W któreś z ferii z tego okresu był jakiś program o robieniu filmów dla dzieci i właśnie ten kawałek go rozpoczynał. Pamiętam, że dzieciaki śpiewały go i biegały po jakichś korytarzach.
    Serdecznie pozdrawiam!:-)

  3. Mediafun napisał(a):

    he, he… mnie też ostatnio ta bajka prześladuje we wspomnieniach i głos bestyi: „pulcheryyyjoooo”

  4. Solberg napisał(a):

    A pamiętasz taką piosenkę z teleranka? “Chociaż mało mamy lat, tak naprawdeę niewiele. Choć lubimy w piłkę grać i pojeździć rowerem. Choć na wszystko mamy czas, tyle zabaw nas czeka…”
    Tez jestem z tych czasów, tyle tylko, że z innego miasta. Pozdrawiam.

  5. orb napisał(a):

    co prawda nie moge pamietac ferii ’83, ale masz calkowita racje jesli chodzi o kod pokoleniowy.
    Dla mnie to lata pozniejsze – koncowka PRLu, przelom, adidasy przywiezione przez brata z “zachodu”, rozglosnia harcerska nadajaca gry na atari, oczekiwanie na “gwiezdne wojny” w telewizji, kino 1szy maj na warszawskim grochowie…

    Fajne te wspomnienia :)

    Booooorn in the PeErEEEEL!!

    pozdrawiam

  6. Zbyszek napisał(a):

    Cześć Piotrze
    Miło tak czasami powspominać. I tak ja napisałeś czasy były ciężkie ale miały w sobie coś czego teraz młodzi ludzie już mieć nie będą. Nie było tak jak teraz mnóstwa rozrywki w telewizji, komputera czy internetu ale myśmy potrafili sami sobie świetnie zorganizować czas. Zapewne pamiętasz zjazdy na sankach z pod wierzy widokowej czy z piaskowej góry. I dzięki temu że była fajna zgrana grupa młodych ludzi którzy dzięki swojej kreatywności wymyślali świetne zabawy mamy mnóstwo wspomnień czego nie będzie miało to pokolenie. Bo co będą wspominać kolejny film w multikinie czy może grę na komputerze??! Pozdrowionka i do zobaczenia na sankach tylko teraz to nasze dzieci będą na nich jeździły i postarajmy się żeby miały co wspominać.
    P.S. A pamiętasz bitwy na śnieżne kule na Gwardii gdy wracaliśmy ze szkoły było fajnie

  7. Piotr Polechoński napisał(a):

    Cześć Zbyszek! Jasne, że pamiętam bitwę na śnieżne kule! Kapitalna sprawa! Już się też nie mogę doczekać aż mój syna podrośnie, aby razem z nim znowu poszaleć na sankach (bo jak zapewne przyznasz samemu jeździć – w naszym szacownym wieku – to trochę głupio :-) ) ).
    Do Solberga: tej piosenki nie pamiętam, choć teleranek to był dla mnie kultowy program. Szczególnie wtedy, gdy na koniec leciał serial “Załoga G” :-) Kto pamięta imiona wszystkich bohaterów? Bo ja tylko tego złego – Zoltara.
    Goroąco pozdrawiam wszystkich!

  8. Przedstawienie sprzed lat, pamiętacie? | Kraina Rospudy napisał(a):

    [...] tę bajkę – teatr lalek, bardzo charakterystyczny. Wspomniał również o tym na swoim blogu Piotr Polechoński (swoją drogą, szkoda, że Koszalin tak nielicznie blogami stoi). A znam też osobę, [...]

Zostaw komentarz

*