Dumne ptaki Hasiora
Dzisiaj, 14 lipca, mija dziesiąta rocznica śmierci Władysława Hasiora. Ten pochodzący z gór artysta była w takim samym stopniu znany, co kontrowersyjny. Jego sztuka jednych zachwycała, innych drażniła. I tak się składa, że jeden z jego największych projektów – dumne Ptaki, które potrafią zapłonąć – od trzydziestu lat stoi w Koszalinie. I w naszą, koszalińską, rzeczywistość wtopiły się one tak bardzo, że trudno sobie dziś wyobrazić nasze miasto bez tej właśnie instalacji. Przynajmniej ja tego nie potrafię.

Władysław Hasior tworzy “Płonące Ptaki” (fot. Zdzisław Pacholski)
Inna nazwa, inne kolory
Władysław Hasior stworzył swoją niezwykłą konstrukcję w latach 1977-1980. Zrobił to na zamówienie lokalnych władz samorządowych i partyjnych. Przez wiele miesięcy tworzył konstruował w warsztatach Zespołu Szkół Mechanicznych. Potem przeniósł się do Fabryki Urządzeń Budowlanych. Większość rzeczy robił sam, czasem pomagali mi pracownicy FUB-u. W tym czasie mieszkał w małym hoteliku przy ulicy Głowackiego. W końcu – na przełomie sierpnia i września 1980 roku – instalacja została ukończona i odsłonięta. Wcześniej – zanim ją ustawiono – przez kilka dni zwożono tony ziemi, aby usypać właściwiej wielkości kopiec, na którym “Ptaki” umieszczono. Pierwotna nazwa tego działa brzmiała “Płonące ptaki – tym, którzy walczyli o wolność tych ziem”. Kilka lat później, najprawdopodobniej jeszcze w stanie wojennym, obok instalacji pojawiła się tablica z napisem, że “Ptaki” poświęcone są Ludowemu Wojsku Polskiemu. Co gorsza, jakiś czas temu, w trakcie renowacji rzeźby, została ona pomalowana w kolory, które dla wielu są profanacją pracy artysty. Zdzisław Pacholski, artysta fotografik z Koszalina, rozpoczął starania, aby władze miasta przywróciły pierwotną nazwę i kolorystykę.
Hasior od zawsze
Przyznam się, że nie wiem, czy “Ptaki” są ładne, brzydkie, są unikatowym symbolem nowoczesnej sztuki najwyższej próby (jak chcą jedni), czy też przynoszą Koszalinowi obciach, stojąc w tak eksponowanym miejscu (jak przekonują inni). Pierwsza myśl, jaka pojawia się u mnie w głowie na hasło “Hasior“, jest taka: “Ptaki” dla mnie w Koszalinie są od zawsze i wiążą się z tyloma wspomnieniami, że do tej rzeźby-instalacji dawno już straciłem jakikolwiek dystans. Bo gdy się wprowadziłem na koszalińską Północ, jako 10-latek w 1981 roku, “Ptaki” już stały. Bo moje pierwsze lata w Koszalinie to między innymi szaleńcze zimowe zjazdy na sankach – lub czymkolwiek innym zjeżdżającym po śniegu – właśnie po zboczu skarpy, na który ustawiono to dzieło artysty. Nie zapomnę też, jak właśnie chyba w stanie wojennym – i to pewnie też po zamontowaniu fałszującej rzeczywistość tablicy – milicjanci robili “łapankę” na wszystkich, którzy zjeżdżali po zboczu Hasiora, bo zjeżdżać, akurat wtedy partia zabroniła (taką “łapankę” widziałem raz, ale miałem wówczas szczęście, bo gdy milicjanci ruszyli tyralierą od ulicy Gdańskiej, ja stałem na szczycie i zwiałem drugą stroną, razem z setką innych dzieciaków i ich rodziców). Później Hasior był świetnym miejscem do spotkań z kumplami lub na pierwsze randki. Bo fajnie było usiąść latem na tym grubym, betonowym pasie – na którym “Ptaki” stoją – i spojrzeć na Koszalin nieco z góry i niejakiego dystansu. Ciekawa rzecz: pomimo że ta instalacja znajduje się przecież przy jednej z najruchliwszych ulic z mieście to zawsze, gdy na nią się wejdzie, czuje się wyraźnie powiem z lasów Góry Chełmskiej. Zawsze lubiłem spojrzeć z “Ptaków” w stronę Góry, dostrzec wieżę widokową i pomyśleć, że to jest właśnie moje miejsce na Ziemi.
Dusza miasta
Jak już pisałem nie wiem, czy “Ptaki” Władysława Hasiora spełniają kryteria wielkiego działa sztuki współczesnej, czy też nie. Nigdy też specjalnie mnie nie obchodziło to, jaką polityczną wymowę “Ptaki” miały mieć według tej czy innej władzy. Dla mnie “Płonące Ptaki” to coś, co wyróżnia Koszalin na tle innych miast i wyjątkowe miejsce w koszalińskiej topografii, naznaczone wspomnieniami tysięcy koszalinian. To część duszy naszego miasta.


15 lipiec 2009 (Środa), godz. 10:47
I za takie wpisy właśnie cenię ten blog. Ja również uważam że pomalowanie tego jest profanacją. Jestem za przywróceniem takich miejsc do ich pierwotnego stanu, a nie jak to robią teraz, remontować i przerabiać według własnego widzimisię. Takie pamiątki z dawniejszego Koszalina nadają temu miastu duszę. Nie wiem czemu, ale czasy PRL-u podobają mi się bardziej niż obecne, ze względu na ich specyficzny klimat, którego nie ma w dzisiejszym mieście, z którego zalatuje komercją….
15 lipiec 2009 (Środa), godz. 23:59
Jestem za przywróceniem takich miejsc do ich pierwotnego stanu,a więc sprzedać pod jakieś sensowne zagospodarowanie. Takie pamiątki z komunistycznego Koszalina zabierają memu miastu duszę. W czasach Prlu PZPR (wszyscy znają rozwinięcie tego skrótu) potworki zachlanego, z partyjno-dworskiego nadania “artysty” nastawiano wszędzie. Miłośnicy Prlu, czy wiedzą jak były te “dzieła” rozliczane ? Szły w straty firm, które MUSIAŁY to g…o budować, a więc prościutko z naszych kieszeni !
18 lipiec 2009 (Sobota), godz. 9:48
“Zawsze lubiłem spojrzeć z “Ptaków” w stronę Góry, dostrzec wieżę widokową i pomyśleć, że to jest właśnie moje miejsce na Ziemi.”
Nic więcej nie oddam, do zobaczenia kiedyś, tam
27 sierpień 2009 (Czwartek), godz. 23:00
Witaj Piotrze, sto tysięcy lat…,
Ptaki to rzeczywiście jedno z bardziej kontrowersyjnych miejsc w mieście. Kiedyś, kiedy jeszcze wjeżdzałam od Gdańska, widok Ptaków był sygnałem, ze już jestem w domu. Do dziś to nieodłączny element mojego Koszalina. Często niestety wyszydzany przez tych spoza(“a Koszalin, wiem, wiem taka kupka złomu na wjeżdzie ” powiedział nawet kiedyś jeden z moich znajomych).
Może dla osoby mieszkającej daleko i przyjeżającej do Koszalina jedynie w wakacje to po prostu kawałęk wspomnień z dzieciństwa i młodości… I to właśnie takich, jak opisałeś. A czy ktoś jeszcze pamięta spędy wieczorne, bodaj z okazji Dnia Zwycięstwa bo chyba już było cieplo, z wieńczącymi imprezę płonącymi ptakami?
Pozdrawaim serdecznie i gratuluję pomysłu na blog. Kiedy już go odmnalazłam obiecuję zaglądać częściej
31 sierpień 2009 (Poniedziałek), godz. 18:40
Cześć!
Dzięki za miłe słowa!
Faktycznie, minęło sto tysięcy lat:-)…Jeżeli jesteś tą Mariettą o której myślę…Wspólna podróż do Częstochowy 88?
Serdecznie pozdrawiam!
Piotr
3 wrzesień 2009 (Czwartek), godz. 18:47
Nie da się ukryć, ze właśnie tą Mariettą jestem…
)…
Ale masz pamięć do dat! To juz tyle lat minęło?! A wciąż mi się wydaje, ze tacy młodzi jesteśmy
Właśnie czytam, że zafascynowany naszym miastem popełniłeś nawet jakieś dzieło. Czy jest jeszcze gdzieś do zakupienia? Chętnie bym poczytała. Choć od lat formalnie już nie jestem Koszalinianką, to w sercu wciąż to moje miasto, jak żadne inne.
Gorące pozdrowienia
Marietta
11 wrzesień 2009 (Piątek), godz. 12:34
Pracowalem w Fabryce Urzadzen Budowlanych
w czasie gdy Hasior tworzyl “Ptaki”
Mnostwo elementow zostalo tam wytworzone.
Jako jedyny fotografowalem te prace w FUB
Pamietam Hasiora jako ujmujacego i zyczliwego
czlowieka.Dzisiaj,w innych czasach,nie wszyscy
mowia o nim pozytywnie zapominajac w jakich
czasach tworzyl.Wiekszosc z nas,nie akceptujac
tego co sie dzialo,musiala jakos zyc i funkcjonowac.
Pozdrowienia.Andrew,Tasmania
11 wrzesień 2009 (Piątek), godz. 13:42
Panie Andrew, czy może się Pan z nami podzielić tymi fotografiami?
15 wrzesień 2009 (Wtorek), godz. 10:10
Dziękuję autorowi za artykuł! Mieszkam na Północy od 1988r; pamiętam kiedy powstawał i “tamte” czasy… Przyznaję, jest charakterystycznym punktem miasta.Poznaniacy,Bydgoszczanie przyjeżdżający do mnie kierują się “na Hasiora”. Pisze Pan o kolorach /oryginalnych/, ja dodałabym jeszcze prośbę, by każdego wieczoru był podświetlony /niekoniecznie płonący/. Oświetlenie, na tle Politechniki dodałoby “wyrazu” i po prostu – byłby także nocą widoczny.:)